Po „wybornej ” kolacji ruszamy w kierunku wulkanu, mamy do pokonania jakieś 10 km, w kompletnej ciemności afrykańskiej nocy. Co jakiś czas z oddali widać czerwoną łunę światła i dymy unoszące się nad kraterem. Ok. 23 docieramy do krawędzi wulkanu.
Sam krater nie jest wielki – ale wewnątrz, co kilka minut, dochodzi do spektakularnych erupcji lawy, a nad wulkanem unosi się gęsty słup dymu i pary, który momentami zakrywa całkowicie krater. Spacer w takim miejscu podnosi adrenalinę… ja najbardziej obawiałem się aby nie wpaść w jakąś szczelinę. Pamiętam szczeliny na wulkanie Piton del la Furnaise na Reunionie, które robiły przerażające wrażenia…. a tu po ciemku …no cóż strach był )


Nocleg w takim miejscu, po gołym niebem , ze świadomością że nocujesz nad krawędzią czynnego wulkanu a pod tobą bulgocze lawa …. to też niezapomniane wrażenie…
Dodatkową atrakcję stanowił dość silny wiatr, zamiatający co jakiś czas pył wulkaniczny …. , braku prądu czy wody nawet nie muszę chyba pisać… Ale co tam, ten wulkan rekompensuje wszelkie niedogodności na miejscu. Coś niesamowitego! i warto było tu przyjechać.
Poranek i wschód słońca na wulkanie Erta Ale równie spektakularny



Widok wulkanu z drona też robi wrażenie … ( zdjęcie zapożyczone 🙂 nie miałem drona )
Erta Ale to aktywny wulkan tarczowy położony w północno-wschodniej Etiopii, w obrębie depresji Danakil, znany z jednego z nielicznych na świecie trwałych jezior lawy. Jego wysokość wynosi około 613 metrów nad poziomem morza, a wulkan ten jest jedną z najbardziej aktywnych atrakcji geologicznych Afryki, regularnie przyciągającą geologów i turystów zainteresowanych wulkanizmem. Ostatnie erupcje miały miejsce w latach 2009, 2010 oraz znacząca aktywność w 2017 roku, co świadczy o jego ciągłej aktywności wulkanicznej. Erta Ale oferuje rzadką możliwość bezpośredniej obserwacji dynamicznych procesów geologicznych, co czyni go wyjątkowym miejscem na mapie geoturystycznej świata.

Koniec spektaklu jest 6 rano …nasi przewodnicy pakują wielbłądy i ruszamy powoli w dół – temperatura po godz. 9.00 staje się nie do wytrzymania więc trzeba sie spieszyc…



Po drodze księżycowy krajobraz , zastygła lawa , pył wulkaniczny, co jakiś czas spotykamy wolno pasące się wielbłądy i stada kóz






Ciekawostką jest, że pasterze, którzy prowadzą stada w poszukiwaniu pastwisk, noszą na plecach nowonarodzone koźlątka, które drą się w niebogłosy nie rozumiejąc, że taka opcja marszu jest dla nich lepsza 🙂

Docieramy do osady Afarów i po „śniadaniu” 🙂 ruszamy dalej eksplorować niesamowity Danakil …cdn


Chcesz być na bieżąco z moimi podróżami i fotograficznymi przygodami? Dołącz do newslettera Mojepodrozezaparatem i zyskaj dostęp do inspirujących historii, wyjątkowych zdjęć i praktycznych porad prosto z drogi!
