Jeżeli kiedyś ktoś narzekał na korki to bezwzględnie powinien zobaczyć ruch uliczny w 17-milionowej Dhaka, stolicy Bangladeszu. Niejednokrotnie otwierałem szeroko oczy, patrząc na to w jaki sposób w tym mrowiu ludzi poruszają się tysiące przeróżnych pojazdów…
Rikszarze z niewiarygodną zręcznością przeciskają się między autobusami, a motocykliści zaskakują manewrami, które wydają się niemożliwe do wykonania. W tym całym chaosie panują chyba jednak jakieś zasady, bo to całe towarzystwo gdzieś w sumie podąża i jak sądzę dociera 🙂
Z czasem zaczynasz dostrzegać rytm i wzory w tym pozornym zamieszaniu, a każdy uczestnik ruchu drogowego wydaje się mieć niepisane zrozumienie z innymi. Największe wrażenie robi komunikacja miejska – na autobusach można zobaczyć wszystkie kolory, jakimi kiedyś został pomalowany.
Czasami wydaje się, że są to jedyne punkty świetlne na tle szarej codzienności miasta. Jeśli chcecie zobaczyć naprawdę autentyczny kawałek świata, nie dotknięty w ogóle masową turystyką, to polecam Bangladesh… choć bardzo biednie, to kolorowo i dookoła uśmiechnięci ludzie.
To miejsce, gdzie każdy dzień przynosi nowe historie i gdzie nawet najbardziej zatwardziały podróżnik może znaleźć coś dla siebie.
Zapraszam do tej niesamowitej podróży

























Chcesz być na bieżąco z moimi podróżami i fotograficznymi przygodami? Dołącz do newslettera Mojepodrozezaparatem i zyskaj dostęp do inspirujących historii, wyjątkowych zdjęć i praktycznych porad prosto z drogi!
