Z Pu Luong do Mai Chau jest niedaleko, ale ta krótka trasa prowadzi do zupełnie innego świata – spokojniejszego, bardziej otwartego, zanurzonego w zieleni i ciszy. Przez trzy dni żyłem tu rytmem doliny: na rowerze, z aparatem w dłoni, wśród pól ryżowych, bambusowych chat i uśmiechniętych ludzi. Było wszystko – poranki we mgle, złota godzina na tarasach, zaproszenie na bimber, świniobicie, kadzidła suszone w słońcu i wieczory przy ognisku. To nie była tylko podróż – to było bycie naprawdę.
Z doliny do doliny z Pu Luong do Mai Chau



